Hej riley24, może napiszesz coś o sobie i uzupełnisz dane w profilu?

  •  

    Andrea Yates – zabójczyni piątki dzieci
    Historia opublikowana na o2 07.02.2019

    Andrea Yates urodziła się 2 lipca 1964 roku w Houston w Teksasie jako najmłodsze z piątki dzieci. Była bardzo ambitna. Zawsze starała się być jak najlepszą córką, siostrą, uczennicą, a później żoną i matką. Ukończyła bardzo dobrą szkołę pielęgniarską przy Uniwersytecie Teksańskim i w 1986 roku rozpoczęła pracę. W pierwszy poważny związek zaangażowała się dopiero w wieku 23 lat, jednak już rok później para rozstała się i Andrea przeżyła pierwszy w swoim życiu epizod depresyjny. Na szczęście już rok później poznała Rusty'ego, pracownika NASA, za którego wyszła cztery lata później.

    Para niemal natychmiast po ślubie spodziewała się pierwszego dziecka. Oboje byli bardzo religijni i Rusty z dumą ogłaszał, że „będą mieć tyle dzieci, ile ześle im Bóg”. O żadnej antykoncepcji nie było mowy. W 1994 roku przyszedł na świat Noah. Andrea rzuciła pracę zawodową i zajęła się opieką nad rodziną w pełnym wymiarze godzin. W 1996 roku urodził się John, dwa lata później Paul, a w kolejnym roku Luke. Kobieta starała się być doskonałą matką. Pomagała dzieciom rysować laurki na Dzień Ojca, szyła im kostiumy, często przytulała i całowała. Gdy najstarsze dziecko osiągnęło wiek szkolny, zajęła się jego nauką w domu.

    Warunki mieszkaniowe były ciężkie. Gdzieś pomiędzy narodzinami pierwszego a trzeciego dziecka Rusty podpisał półroczny kontrakt, dla którego musieli przeprowadzić się na Florydę. Nie wynajęli tam jednak domu, tylko zamieszkali w przyczepie. Większość swoich rzeczy umieścili w magazynie. Na Florydzie zorientowali się, że wcale nie potrzebują większości z przedmiotów, które wcześniej wydawały im się niezbędne. Po powrocie do Teksasu postanowili zamieszkać w autobusie przystosowanym do mieszkania.

    Autobus kupili od niejakiego Michaela Woronieckiego, który jeździł nim z rodziną po całym stanie i głosił swoje nauki. Mężczyzna stanowczo potępiał chrześcijan za obłudny styl życia i uważał, że małżeństwa powinny mieć jak najwięcej dzieci. Jeździł nawet po kampusach i obrażał studentki za to, że uczą się zamiast rodzić. Wmawiał Andrei, że jej dzieci pójdą do piekła za grzechy rodziców. Woroniecki miał w pewnym momencie spory wpływ na małżeństwo Yatesów.

    Narodziny czwartego dziecka bardzo wpłynęły na Andreę. Karmienie co trzy godziny i brak snu mogą wykończyć nawet najtwardszą kobietę, a ona miała jeszcze trójkę innych maluchów, dla których chciała być idealną matką. 16 czerwca 1999 roku bardzo zaniepokojona zadzwoniła do Rusty'ego, który był w pracy. Gdy wrócił do domu Andrea cała drżała, miała problemy z mówieniem i wykrztusiła z siebie tylko „Potrzebuję pomocy”.

    Rusty następnego dnia zabrał Andreę i dzieci do domu jej rodziców, aby mogła tam trochę odpocząć i miała zapewnioną pomoc. Tego popołudnia zażyła 40 tabletek o silnym działaniu uspokajającym, które zostały przepisane jej ojcu. Na szczęście matka szybko ją znalazła i zadzwoniła po pogotowie.

    Andrea trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie zdiagnozowano u niej ciężką depresję. Było jej bardzo wstyd, że próbowała się zabić. Obawiała się, że przez zażyte leki nie będzie mogła karmić piersią. Rusty był świadomy jej choroby i konsekwencji z jakimi się wiązała. Wolał ją jednak nazywać „depresją poporodową”. Ubezpieczenie kobiety obejmowało jedynie tydzień leczenia na oddziale psychiatrycznym, więc po tym czasie wróciła do domu. Rodzina miała ją odciążyć w opiece nad dziećmi i obserwować na wypadek, gdyby znów chciała coś sobie zrobić.

    Trzy tygodnie później próbowała poderżnąć sobie gardło. Rusty znalazł ją w łazience i ponownie udało się ją uratować. Andrea miała halucynacje, które kazały jej skrzywdzić dzieci, więc postanowiła zabić siebie, aby je uratować. Tym razem zdiagnozowano u niej psychozę poporodową, chorobę która dotyka 1 na 1000 młodych matek (nie należy jej mylić z depresją poporodową, która dotyka 1 na 10 kobiet).

    Psychiatra zalecił leczenie elektrowstrząsami, ale małżeństwo nie zgodziło się, pozostało leczenie lekami. Rusty często odwiedzał żonę w szpitalu i przynosił jej kwiaty. Pielęgniarki wspominają, że podczas wizyt leżeli razem i mężczyzna głaskał Andreę po głowie. Po trzech tygodniach została przeniesiona do Programu Częściowej Hospitalizacji, w dzień przebywała na oddziale, ale na noc wracała do domu. Do domu, a nie autobusu, ponieważ przenieśli się do domu z trzema sypialniami w Clear Lake (Teksas). Rusty uznał, że lepsze warunki mogą pomóc, mimo że kobieta nigdy nie skarżyła się na mieszkanie w autobusie.

    Po pewnym czasie Andrea poczuła się lepiej. Leki działały, kontynuowała terapię. Kobieta w przeszłości przestawała brać leki lub zażywała jedynie połowy dawek, gdy uznawała, że jest już zdrowa. Lekarz zastrzegł, że nawet jeżeli czuje się lepiej, nie powinna tego robić. Na wizycie w sierpniu 1999 roku wyznała, że planują kolejne dziecko. Doktor powiedział, że według niego nie powinni mieć już więcej dzieci, ponieważ po narodzeniu kolejnego psychoza z pewnością powróci.

    Małżeństwo zdecydowało się jednak na następną ciążę. Wierzyli, że już teraz wiedzą jakie leki pomogą Andrei w razie nawrotu choroby i ze wszystkim sobie poradzą. Kobieta przestała zażywać medykamenty w listopadzie 1999 roku, aby nie zaszkodziły dziecku. W połowie 2000 roku przyszła na świat ich pierwsza córka, Mary.

    30 listopada 2000 roku przerażony Rusty zabrał żonę do szpitala twierdząc, że „nie przeżyje kolejnej nocy w domu”. Andrea od roku nie brała leków. Trzy miesiące po narodzinach Mary zmarł ojciec kobiety, który od siedmiu lat chorował na chorobę Alzheimera. Andrea przeżyła to o wiele mocniej niż inne dzieci, ponieważ była „rodzinną pielęgniarką” i starała się nim opiekować. Kobieta trzymała Mary cały czas na rękach, panicznie bała się ją odłożyć. Przestała jeść, pić i mówić. Ponownie trafiła na oddział psychiatryczny.

    Tym razem zostały jej przepisane inne leki. Rusty wiedział, że te poprzednie pomogły, ale nie chciał kwestionować autorytetu lekarza. Po kilku tygodniach wróciła do domu. Rodzina obawiała się, że Andrea może znów targnąć się na swoje życie, jednak nikt nie przestrzegł ich, że może stanowić zagrożenie dla dzieci.

    20 czerwca 2001 roku po 9.00 rano Andrea zadzwoniła na numer alarmowy i poprosiła, aby do jej domu przyjechał oficer policji. Nie chciała powiedzieć o co chodzi. Chwilę później zadzwoniła do męża i powiedziała „lepiej wróć do domu”. Zaniepokojony Rusty zapytał co się stało, czy ktoś jest ranny. Odpowiedziała „Tak. Dzieci, wszystkie”.

    Gdy policjant przyjechał do ich domu zobaczył Andreę spokojnie siedzącą na kanapie i czekającą na niego. Zajrzał do głównej sypialni, podniósł leżące na łóżku prześcieradło i zobaczył czwórkę martwych dzieci. Kolejne leżało utopione w wannie.

    Kobieta spokojnie zeznała, że najpierw utopiła 2-letniego Luke, później 3-letniego Paula i 5-letniego Johna. Ciała każdego z nich zanosiła do sypialni, gdzie kładła je w swoim łóżku małżeńskim i przykrywała prześcieradłem. Później utopiła niespełna roczną Mary. 7-letni Noah zapytał „Co jest nie tak z Mary?”, a następnie przestraszył się i zaczął uciekać. Andrea złapała go i zaczęła topić obok dziewczynki wciąż leżącej w wannie. Najstarszy syn miał więcej siły niż pozostałe dzieci, więc kilkakrotnie udało mu się unieść głowę ponad taflę wody. Prosił, aby przestała i obiecywał, że już będzie grzeczny. Przestała jednak dopiero, gdy Noah nie żył. Następnie zaniosła ciało Mary do łóżka i zadzwoniła po policję.

    Andrea była przekonana, że jej dzieci w przyszłości wyrosną na okropnych ludzi i pójdą do piekła. Wierzyła, że jeden z synów zostanie seryjnym mordercą, a inny niemą męską prostytutką. Postanowiła je zabić, aby mogły pójść do raju. Jeden z synków szczególnie mocno opiekował się Mary, więc położyła dziewczynkę na jego ramieniu, by mógł się o nią troszczyć w zaświatach. Wszystko wydarzyło się w przeciągu godziny, gdy z domu wyszła teściowa kobiety, a do domu miał wrócić Rusty. Pies został zamknięty, aby nie przeszkadzał.

    Proces mógł rozpocząć się dopiero po trzymiesięcznym leczeniu w szpitalu psychiatrycznym. Rusty był cały czas przy żonie i uważał, że to choroba, a nie Andrea zabiła ich dzieci. Sprawa natychmiast stała się bardzo medialna. Społeczeństwo nie było jeszcze tak świadome jak teraz w zakresie chorób psychicznych i wydało wyrok. Nienawidzili nie tylko Andrei, ale również Rusty'ego, którego podejrzewali nawet o współudział. Mężczyzna trwał przy swojej żonie, udzielał wywiadów, uśmiechał się, a na pogrzebie zorganizował pokaz zdjęć swoich dzieci. Nie tak zdaniem ludzi powinien się zachowywać.

    Pytaniem podczas procesu nie było „Czy Andrea zabiła swoje dzieci?” ale „Czy podczas tego czynu była świadoma, że robi źle?”. Prokuratura żądała kary śmierci. Przez naciski społeczeństwa chcieli jak najszybciej zakończyć proces. Oskarżyciel powołał na świadka psychiatrę będącego specjalistą w programie „Prawo i porządek”. Mężczyzna zeznał, że w jednym z odcinków kobieta utopiła swoje dziecko, aby wymigać się od obowiązków i została uniewinniona. Zasugerował, że kobieta na pewno zainspirowała się tym epizodem. 18 marca 2002 roku została skazana na dożywotnie więzienie z możliwością zwolnienia warunkowego po 40 latach.

    Po wydaniu wyroku okazało się, że taki odcinek „Prawa i porządku” nigdy nie powstał, ale to nie wystarczyło do unieważnienia procesu. W 2004 roku Rusty rozwiódł się z Andreą (dwa lata później ponownie się ożenił). Obrona odwołała się od wyroku i ruszył ponowny proces. Ława przysięgłych długo się naradzała, a pod koniec poprosiła o zdjęcia wszystkich dzieci, aby uczcić pamięć każdego z nich dwuminutową ciszą. Andrea została uznana za niepoczytalną i resztę swojego życia spędzi w szpitalu psychiatrycznym.

    Źródła: oprah.com, biography.com, murderpedia.org, youtube.com

    #historieriley
    pokaż całość

  •  

    Porwanie Jaycee Lee Dugard - historia do przeczytania tutaj

    #historieriley

    źródło: thoughtco.com

  •  

    Śmierć Laci Peterson i jej nienarodzonego syna Connora
    Historia opublikowana na o2 31.01.2019

    Laci i Scott Peterson mieszkali w Modesto w stanie Kalifornia. 27-latka była w 8 miesiącu ciąży i oczekiwała przyjścia na świat ich pierwszego dziecka, któremu mieli nadać imię Connor. 24 grudnia 2002 roku po 9.00 Scott postanowił udać się na ryby, a Laci chciała wyprowadzić psa na spacer. Gdy po powrocie mężczyzna nie zastał żony w domu, wziął prysznic i zadzwonił do jej rodziców, aby upewnić się, czy Laci jest u nich. Niestety rodzice nie mieli żadnych wieści o córce i po 17.00 poinformowali policję o zaginięciu.

    Przepytano sąsiadów i jeden z nich wyznał, że popołudniu widział psa pary, który wciąż miał przyczepioną smycz i błąkał się po ulicy. Czasami w przypadku zaginięć to najbliżsi stają się głównymi podejrzanymi i również w tej sprawie policja od razu zaczęła bacznie obserwować Scotta. Mężczyzna powiedział, że rano pojechał do pobliskiego magazynu, skąd wysłał kilka e-maili i odebrał łódź. Poczta elektroniczna i dokumenty łodzi miały stosowne znaczniki czasu. Peterson miał wędkować około 90 minut, wrócić do domu, wziąć prysznic i zadzwonić do teściów.

    Zachowanie Scotta było jednak bardzo dziwne. Mężczyzna podczas rozmowy z policjantami nie zadawał im zbyt wielu pytań, odmówił zbadania wariografem i nie był zachwycony pomysłem przeszukania domu. Podczas, gdy rodzice i brat Laci wykorzystywali każdą okazję, aby porozmawiać z dziennikarzami, aby o zaginięciu dowiedziało się jak najwięcej osób, Scott unikał wywiadów. Bardzo dbał również o to, aby na plakatach z wizerunkiem Laci nie widniało jego zdjęcie oraz szybko zaczął mówić o żonie w czasie przeszłym.

    Sprawą zaginięcia Laci zainteresowały się media w całych Stanach. Mnóstwo ochotników poświęciło swój czas i pomagało w poszukiwaniach. 31 grudnia zorganizowano czuwanie, podczas którego Scott nie chciał wypowiadać się publicznie, jednak wziął w nim udział. Zrobiono mu zdjęcia, na których się uśmiecha. Tak nie zachowuje się mężczyzna, którego żona i nienarodzony syn zaginęli. To zszokowało opinię publiczną, która zaczęła się od niego odwracać. Rodzina Laci wciąż jednak wierzyła, że Scott nie może mieć nic wspólnego z zaginięciem.

    5 stycznia 2003 roku zorganizowano przeszukiwania zatoki San Francisco, na której mężczyzna miał wędkować w Wigilię Bożego Narodzenia. Co ciekawe, Scott przyjechał wynajętym samochodem na brzeg zatoki i z ukrycia obserwował poszukiwania, które nie przyniosły jednak żadnych rezultatów. Takie zachowanie wydawało się bardzo dziwne, ponieważ mężczyzna nie musiał się ukrywać, aby obserwować poszukiwania. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mąż zaginionej stał na brzegu i obserwował pracę nurków.

    24 stycznia na konferencji prasowej policji pojawiła się Amber Frey. Roztrzęsiona kobieta opowiedziała o tym, że od 20 listopada zeszłego roku miała romans ze Scottem. Mężczyzna powiedział jej, że jest wdowcem i czekają go pierwsze święta bez żony. To stwierdzenie wydaje się dosyć makabryczne jeżeli spojrzeć na nie przez pryzmat zaginięcia Laci w wigilię Bożego Narodzenia. Okazało się, że Amber zgłosiła się na policję zaraz po tym, jak 30 grudnia zobaczyła informacje o poszukiwaniach w telewizji. Zgodziła się nagrywać rozmowy telefoniczne z Petersonem. Łączna długość nagrań to ponad 29 godzin.

    Pod koniec stycznia Scott zdecydował się udzielić wywiadu w programie „Good Morning America”, po którym został ostatecznie znienawidzony przez opinię publiczną. Gdy wypowiadał się o Laci używał czasu przeszłego. Mężczyzna powiedział, że poinformował policję o swoim romansie, co było nieprawdą. Co więcej, stwierdził, że jego żona wiedziała o Amber i nie miała do niego pretensji o to, że znalazł sobie kochankę.

    13 kwietnia spacerowicze znaleźli ciało noworodka na brzegu zatoki San Francisco. Chłopiec miał plastikową taśmę przewiązaną wokół szyi i duże nacięcie po prawej stronie ciała. Dzień później, około 1,5 km od znalezienia ciała dziecka, odnaleziono ciało bez rąk i nóg, z odciętą głową. Po kilku dniach badania potwierdziły, że to zwłoki Laci i Connora. Ciała były w tak zaawansowanym stopniu rozkładu, że nie można było ustalić przyczyny śmierci.

    Scott został aresztowany 18 kwietnia na polu golfowym. W samochodzie miał ponad 10.000 dolarów w gotówce, cztery telefony komórkowe, dowód osobisty swojego brata i sprzęt kempingowy. Włosy przefarbował na blond i zapuścił kozią bródkę. Prawdopodobnie planował ucieczkę za granicę. Trzy dni później został oskarżony o podwójne morderstwo, jednak nie przyznał się do winy.

    Mimo, że proces nie był transmitowany na żywo, informacjami z sali rozpraw żył cały kraj. Problemem było nawet znalezienie ławników, którzy co do zasady mają być bezstronni, ponieważ opinia publiczna już dawno wydała wyrok. Scott cały czas utrzymywał, że jest niewinny, a podczas pokazywania zdjęć ciał w znacznym stopniu rozkładu, które należały do jego żony i syna, nie okazał żadnych emocji.

    Mimo, że nie ma żadnych materialnych dowodów, w listopadzie 2004 roku został uznany za winnego zabójstwa pierwszego i drugiego stopnia. 16 marca 2005 roku został skazany na śmierć. Obecnie przebywa w celi śmierci w San Quentin, niedaleko San Francisco. Mężczyzna wciąż utrzymuje, że jest niewinny i już dwukrotnie odwoływał się od wyroku oraz prosił o nowy proces. Od stycznia 2006 roku żaden więzień nie został stracony w Kalifornii, więc nie wiadomo kiedy wyrok zostanie wykonany.

    Źródła: edition.cnn.com, popsugar.co.uk, rollingstone.com,news.com.au, intouchweekly.com

    #historieriley
    pokaż całość

  •  

    Olga Hepranova – ostatnia kobieta stracona w Czechosłowacji

    Olga Hepranova urodziła się 30 czerwca 1951 roku w Pradze. Dziewczyna miała starszą siostrę, jej ojciec był urzędnikiem w banku, a matka pracowała jako dentystka. Wychowywała się w "dobrym domu", w którym niczego nie brakowało. Olga od początku miała jednak problemy z nawiązywaniem znajomości i zaprzyjaźnianiem się.

    Na początku edukacji miała świetne oceny i była jedną z najlepszych uczennic. Wkrótce jednak rówieśnicy zaczęli naśmiewać się z jej przygarbionej sylwetki, beznamiętnego spojrzenia i dziwnego sposobu chodzenia. Nazywali ją „mumią”, „śpiącą laleczką” czy „babochłopem”. W dodatku dom również nie był bezpieczną przystanią. Jej rodzice faworyzowali starszą córkę, ojciec znęcał się fizycznie nad Olgą, a matka była w stosunku do niej chłodna. Dziewczyna jeszcze przed swoimi 13 urodzinami dwukrotnie uciekła z domu.

    15 czerwca 1964 roku popełniła swoją pierwszą próbę samobójczą, połykając dwa opakowania leków. Po tym wydarzeniu matka powiedziała jej, że jest za słaba aby się zabić i dziewczyna została odesłana na leczenie do szpitala psychiatrycznego. Olga była uzależniona od nikotyny, nie wykazywała przywiązania, wymiotowała i była apatyczna, jednak nie można było zdiagnozować u niej żadnego problemu psychicznego. Mimo to została zamknięta z najcięższymi przypadkami. Często inni pacjenci znęcali się nad nią psychicznie. Pewnego dnia uciekła, jednak szybko została złapana. Za karę nafaszerowano ją lekami, została związana i wysłana pod prysznic, gdzie dotkliwie ją pobito, a następnie zostawiono na pastwę rówieśników. Wkrótce została wypisana ze szpitala i wróciła do domu.

    Po ukończeniu podstawówki wybrała szkołę zawodową w Tamosie, która miała nauczyć ją zawodu introligatora. W wieku 17 lat romansowała przelotnie z mężczyznami i kobietami, jednak samą siebie określała jako „kalekę seksualną”.

    Po zakończeniu edukacji zaczęła szukać pracy w wyuczonym zawodzie, jednak ze wszystkich zakładów była zwalniana po krótkim czasie. Mniej więcej w tym okresie zaczęła pasjonować się motoryzacją. Zdała egzamin na prawo jazdy i znalazła pracę jako kierowca w Miejskim Zakładzie Transportowym Poczty i Telekomunikacji. Nie zakończyło to jednak jej uczucia wyobcowania i niesprawiedliwości. W wieku 19 lat podpaliła rodzinne gospodarstwo, o które bez przerwy mieli kłócić się jej rodzice. Nie przeszkadzało jej to, że w środku spała jej starsza siostra i dwóch najemców. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Przyczyny pożaru nie odkryto jeszcze przez kilka lat.

    W 1971 roku, w wieku zaledwie 20 lat, kupiła działkę w Olešku, na której postawiła domek letniskowy. Mimo, że domek nadawał się do mieszkania w nim jedynie w miesiącach letnich, Olga mieszkała w nim przez cały rok. Spędzała tam czas na czytaniu i kontemplowaniu nad swoim życiem. Sąsiedzi wspominają, że zachowywała się dziwnie, np. wieszała pranie tuż przed burzą, a następnie patrzała jak moknie.

    W pracy szło jej coraz gorzej, wykonywała ją apatycznie, spóźniała się lub wcale nie przychodziła. Brała udział w pięciu kolizjach drogowych, w tym czterech z jej winy. W 1972 roku Miejski Zakład Transportowy rozwiązał z nią umowę.

    Wkrótce zatrudniła się w Komunikacjach Praskich, gdzie pracowała jako kierowca zamiatarki, a następnie polewarki. Przez trudny dojazd często się spóźniała, więc w styczniu 1973 roku zamieszkała w hotelu pracowniczym. Sprzedała domek i kupiła trabanta. W hotelu mieszkał również niejaki Miroslav David, który wkrótce stał się jedynym przyjacielem Olgi. 22-latka bardzo mu się spodobała i już po kilku miesiącach mężczyzna zamierzał się nawet oświadczyć.

    Wiosną tego roku Olga zaczęła planować zemstę na społeczeństwie za to, że przez całe życie czuła się nękana, wyśmiewana i niechciana. Rozważała podłożenie bomby, wykolejenie pociągu lub strzelanie do ludzi z broni palnej. Żaden z tych sposobów nie wydawał się jej jednak dostatecznie dobry, ponieważ nie gwarantował dużej ilości ofiar.

    Pod koniec czerwca Olga udała się z Miroslavem na wakacje na Słowację. Mężczyzna określił je później jako jeden z najszczęśliwszych okresów w jego życiu. Hepranova również wyglądała na szczęśliwą. Dopiero w drodze powrotnej wpadła w histerię z jakiegoś błahego powodu. 2 lipca powinna wrócić do pracy, jednak nie zrobiła tego. Miroslav próbował poprawić jej humor zabierając ją do kina i na kolacje, ale na niewiele się to zdało.

    Na początku lipca postanowiła wcielić swój plan zemsty w życie. Utopiła swojego ukochanego trabanta i zaczęła rozglądać się za lokalizacją, w której mogłaby zabić jak najwięcej osób. 9 lipca chciała wypożyczyć samochód, jednak nie udało jej się to i musiała poczekać do następnego dnia. 10 lipca 1973 roku wynajęła ciężarówkę typu Praga RN i wybrała się na aleję Obrońców Pokoju w Pradze. Specjalnie wybrała tę ulicę, ponieważ wiedziała, że prowadzi ona w dół wzniesienia, dzięki czemu samochód będzie mógł osiągnąć większą prędkość. Przejeżdżając pierwszy raz zauważyła, że na przystanku tramwajowym stoi niewielu ludzi, więc postanowiła jechać dalej. Po kilku minutach wróciła i było tam już około 25 osób. Olga wjechała na chodnik i bez mrugnięcia okiem zaczęła rozjeżdżać ludzi. Następnie zatrzymała się na końcu ulicy i czekała na przybycie policji.

    Funkcjonariusze początkowo myśleli, że hamulce w samochodzie zepsuły się lub że Olga zasnęła za kierownicą i od razu ją o to zapytali. Hepranova odparła jednak, że „zrobiła to specjalnie”. Została aresztowana. Na miejscu zbrodni zginęły trzy osoby, trzy kolejne w drodze do szpitala, jedna dwa dni później, a ostatnia w październiku. Sześć innych zostało ciężko rannych.

    Dwa dni po tym wydarzeniu do dwóch gazet przyszły listy od Olgi, które wysłała przed tragedią. Napisała w nich: „A oto mój wyrok: Ja, Olga Hepranova, ofiara waszego bestialstwa, skazuję was na śmierć przez przejechanie i oświadczam, że tych x ofiar to i tak za mało za moje życie”.

    Podczas procesu Olga przyznała się do zabicia 8 osób i podpalenia gospodarstwa rodziców kilka lat wcześniej. Prosiła swojego adwokata, aby nie bronił jej. Wiedziała, że zostanie skazana na śmierć. Psychologowie orzekli, że Hepranova jest ponadprzeciętnie inteligentna, była świadoma i poczytalna w chwili popełniania morderstwa. Została skazana na śmierć przez powieszenie przez Sąd Miejski. Jej matka odwoływała się od tego wyroku, jednak podtrzymał go sąd wyższej instancji a następnie Sąd Najwyższy.

    Krótko przed wykonaniem wyroku Hepranova zaczęła mówić, że Olga umarła, a ona sama nazywa się teraz Sandy Winiferowa. Nie mogła zrozumieć dlaczego poniesie śmierć za winy innej osoby. Podobno przed wykonaniem na niej wyroku upadła i musiała być siłą wciągnięta na szubienicę. Wymiotowała i wypróżniała się. Miało to wstrząsnąć katem do tego stopnia, że po wykonaniu egzekucji rzucił pracę. Olga Hepranova była ostatnią kobietą skazaną w Czechosłowacji na karę śmierci.

    Źródła: thefoamouspeople.com, natemat.pl, kobieta.wp.pl, kultura.onet.pl, youtube.com, tvn24.pl

    #historieriley
    pokaż całość

    źródło: i.wpimg.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika riley24

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)